ARCHIWUMMARYLOWE.PL ARCHIWUM RADIOWO-TELEWIZYJNE MARYLI RODOWICZ

Maryla z fanami

MARYLA I PATRYK HEMPEL


 

PRZYGODA Z MARYLĄ – JAKUB BŁASZCZYK


    

 

PRZYGODA Z MARYLĄ – JAREK JUREK


    

 

 

PRZYGODA Z MARYLĄ – ŁUKASZ SMOLAREK


    

 

 

PRZYGODA Z MARYLĄ – KAMIL KAMYK


    

 

 

PRZYGODA Z MARYLĄ – JAKUB LACHOWSKI


    

 

MARYLA I LUBOMIRA BŁAŻYCA (KRECIK)


 

MARYLA I DAREK OLEJNICZAK


 

 

MARYLA I KORCIA


 

 

MARYLA I IWONKA KOŚLA


 

 

 

MARYLA I LESZEK AUER


Wszystko zaczęło się od piosenki "Remedium"-miałem wtedy 5 lat!. Ciotka załatwiła mi nagranie "Remedium"w wykonaniu Czerwonych Gitar-co wzbudziło mą wściekłość-ja chciałem wykonanie Maryli,a nie było nigdzie…Ciotka Helenka kupiła mi kasetę "Złote przeboje"Maryli o to było to! Potem kupiła płytę"Wsiąść do pociągu",a Sąsiadka to przegrała na kasetę-bo nie miałem adapteru…A mnie się wszystko spodobało bardziej niż "Remedium".Pierwszy raz poznałem Panią Marylę mając 9 lat w "Teatrze Wielkim"w Poznaniu..To był rok 1982-zaśpiewała wtedy m.inn. takie piosenki jak Ballada wagonowa,Nietakt,Wrócą chłopcy,Siedzę w Mławie.Wtedy wpisała mi się do pamiętnka"Dla Leszka ,kochanego Słuchacza na pamiątke Maryla Rodowicz"

Kolejnym koncertem był koncert Maryli z cyklu "Dziecko potrafi"-"Między burzą,a kałużą"w którym były świetne duety m.iin.z Krzysztofem Krawczykiem…

..Kolejny przełom to rok 2003-koncert latem w kołobrzegu w pełnie….Pani Maryla zaproponowała bym wstąpił do Fanklubu-który prowadzi Ewa Lewandowska.Poznałem wtedy mi.inn. Ewę,Marcina Pietrzykowskiego,"Młody Poznań",Darka Oleniczaka…Potem było spotkanie opłtakowe  i miałem zaszczyt m.inn. poznać Ciebie Paweł i Twoich Rodziców….Dużo by pisać:-mogę napisać w przenośni-że Pani Maryla jest dla mnie Kimś w rodzaju Matki,Żony i Kochanki…Matki-bo zna mnie jak Nikt Inny-z zaletami i wadami,a Żony i Kochanki-bo zawsze podobała mi się jako Kobieta….Dzięki Niej poznałem Was Wszystkich.To wspaniałe,że muzyka łączy Ludzi i pokolenia…

 

 

MARYLA I ANIA MIŁEK


 

 

 

MARYLA I EDI ORLICKI



    

 

 

MARYLA I DAWID BRONISZEWSKI


 

 

MARYLA i JAREK ZABOJSZCZ


 

Jak to się zaczęło…ano bardzo wcześnie!

Kiedy moja Mama była jeszcze w ciąży akurat wyszedł LP "Żyj mój świecie". No i tak sobie nuciła "Chcę mieć syna ślicznego, chcę mieć syna dzielnego…" i sobie wyśpiewała!  Tzn. syna, nie oceniam reszty 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

Na poziomie świadomym pamiętam czas przedszkola, kiedy w przedszkolu, wisząc głową w dół na drabinkach śpiewałem: "Wytargam Cię za uszko…" i że ściskam w ręku kamyk zielony…to z kolei dzięki babci, która nieustanie słuchała I Programu Polskiego Radia. No i się zaszczepiłem!
Ten pierwszy raz kiedy dane mi było spotkać Marylę osobiście pamiętam tak dokładnie,jakby to było wczoraj…
Oczywiście nie było to pierwsze widzenie "na żywo" ale tak twarzą w twarz-tak. W 1997 roku,podczas obchodów Milenium Gdańska mogłem przeżyć swoją premierę.Pamiętam koncert jaki odbył się na Gdańskiej Starówce,przy Zielonej Bramie.Ile trzeba było czekać na ten upragniony moment..Ale warto było.Szedłem tam lubiąc już Marylę i Jej piosenki.Ale po tamtym koncercie wiedziałem-nikt inny na scenie nie liczy się dla mnie!
Czas płynął.Nadszedł rok 1999.Miałem wejść w dorosłość a w sklepach pojawić się "Przed zakrętem".I to właśnie dokładnie w moje urodziny-8 maja, Dziennik Bałtycki ogłosił konkurs telefoniczny,którego nagrodą miało być spotkanie z Gwiazdą.Udało się! Dodzwoniłem się,byłem pierwszy i…dostałem najpiękniejszy prezent urodzinowy jaki tylko mogłem sobie wymarzyć!!! 11 maja wraz czworgiem innych zwycięzców dostąpiłem tego zaszczytu.Była wtedy w redakcji również Ewa i Ala.I kto by pomyślał,że za kilka lat razem będziemy hopsasa pod sceną naszej kochanej Marylki…Spotkanie trwało prawie godzinę.Wtedy Maryla uratowała mnie od śpiewania.Pani Redaktor zaproponowała,żebym coś zaśpiewał jeśli lubię Marylę i znam Jej piosenki.Pomyślałem:no jak?! W obecności Gwiazdy dokonać takiej profanacji i fałszować śpiewając piosenkę?! Na szczęście uratowało mnie dobre serce Marylki 🙂
Potem,wieczorem,udałem się na tzw.Plac Zebrań Ludowych,gdzie stał namiot charakterystyczny dla tamtej "czerwonej" trasy.Trafiłem jeszcze na próbę.Skitrałem się pod ścianą,przy wejściu do namiotu i napawałem tym brzmieniem swoje uszy.Potem koncert.Wręczanie Maryli złotej płyty.Szał.Oczywiście wykupiłem lożę,żeby być jak najbliżej.Po powrocie do domu jeszcze długo nie mogłem zasnąć,wspominając to,co mnie spotkało…
Straszne męki przeżywałem kiedy nie mogłem wziąć udziału w koncercie w gdańskich Kazamatach i Gdańsku-Brzeźnie.Było to kilka lat później.Była też Gdynia. Koncert z "Niebieską Marylą" i promocją "Życie ładna rzecz". Wtedy jeszcze koncert wśród tłumu…
18 stycznia 2004 pierwszy raz odwiedziłem Oficjalny serwis
www.marylarodowicz.pl
Już kilka dni później spotkałem osobiście Ewę i Alę. A dnia następnego Qdłatego i Dareczka.No i rozmawiałem telefonicznie z Essen,z Artusiem.
8 marca,mój pierwszy koncert w gronie fan clubu.Poznań. Arena. Dojechaliśmy  około południa.Tuż przed 15-tą przybyła Maryla.Wręczyliśmy Jej kwiaty z okazji Dnia Kobiet.Jakie to było przeżycie!!! Pierwszy raz się całowałem z Marylą (hi,hi,hi) 🙂
Potem koncert i zapoznanie ze znaczną częścią Fanów.Była Bożenka-Rękawek,Młody Poznań,Lechu.No a ze znanych mi już: Ewa,Ala,Artur,Dareczek,Qdłaty.Po koncercie łażenie po mieście,jedzenie,poznawanie się.Po powrocie do Gdańska myślałem,że mi serce pęknie,że to już koniec! Na szczęście kolejny koncert miał przyjść wkrótce…i wiele, wiele innych, kolejnych…ach, "ja to mam szczęście"!!

 

 

MARYLA, SYLWIA (AGA)  I ZBYSZEK


 

Moja fascynacja Marylką zaczęła się dość wcześnie. Miałam 10 lat i usłyszałam przypadkiem w radio piosenkę „Nie wiem czy wytrzymasz ze mną mały”, a potem „Zwierz ze Zgierza” i inne piosenki dla dzieci. Zapytałam mamę co to za Pani i czy ma więcej piosenek. Moja mama powiedziała, że to Pani Maryla Rodowicz i że ma sporo piosenek. Wymieniła parę tytułów, Remedium, Małgośkę, Wozy kolorowe które ponoć mi śpiewała jak byłam mała. Od razu chciałam je wszystkie usłyszeć, niestety nie było to takie łatwe bo w tych latach nie miałam dostępu do płyt ani do internetu. Tak się to zaczęło. Potem to już tylko starałam się w sklepach wyszukiwać kaset magnetofonowych z piosenkami Marylki, wycinałam artykuły o Maryli i zdjęcia z gazet. Poznawałam Marylkę coraz bardziej i coraz bardziej się zakochiwałam. Zamykałam się w swoim pokoju, puszczałam magnetofon na pełny regulator i śpiewałam do mikrofonu trzymając w ręce dezodorant :). Moja mama dostawała ze mną szału. Ciągle słyszałam „Ty już całkiem zwariowałaś”, „Ścisz to !” albo „Kiedy to ci wreszcie przejdzie”. Mnie jednak nie przechodziło. Lata mijały, zaczęłam bywać na koncertach. Gdzieś tam z tyłu, nieśmiało, no bo gdzież bym śmiała podejść do mojej kochanej gwiazdy. Dopiero jakieś 8 lat temu udało mi się poznać Marylkę na koncercie w Katowicach. Emocje były ogromne, byłam w stanie wyksztusić tylko „Bardzo chciałam Panią poznać” na co Marylka odpowiedziała z uśmiechem „I już” :). Od tamtej pory Maryla przyciąga jeszcze bardziej. Kocham ją już nie tylko za piosenki, za głos, ale też za to jakim jest cudownym człowiekiem. Za to jaki ma w sobie magnetyzm przyciągania, jaką jest ciepłą osobą, jak traktuje fanów, jak rozmawia z ludźmi. To niesamowite jak potrafi złączyć pokolenia, jak wiele ludzi ją kocha. Dzieje się tak również dlatego że do cudnego głosu dochodzą piękne teksty do których niewątpliwie ma szczęście. Moim zdaniem to fenomen na współczesnym rynku muzycznym. Maryla kocha to co robi, kocha ludzi, dlatego pewnie tak fantastycznie jej to wychodzi. Moja miłość do tej słodkiej blondynki zapewne nigdy się nie skończy 🙂

W stosunku do niej jestem absolutnie bezkrytyczna, zdając sobie całkowicie z tego sprawę. To już uzależnienie, którego wcale nie mam ochoty leczyć. Śpiewaj nam Marylko zawsze ! jesteś Królową polskiej piosenki i ludzkich serc.

 

 

 
 

 

 

 

MARYLA I KATARZYNA SASIAK


 

 

MARYLA I MICHAŁ ZIELIŃSKI

 

 

MARYLA I DARIA BOREK

 

 

MARYLA I EWA KAHL


 

 

MARYLA I ARTUR ZIELIŃSKI


 

 

MARYLA I BOŻENA KRACZKOWSKA


 

 

MARYLA I DOMINIKA ŚMIETANA

 

Moje zauroczenie Marylą Rodowicz i Jej twórczością zaczęło się jakoś w czwartej klasie podstawówki, czyli 7 lat temu. Od tego czasu pogłębiało się z każdym dniem, i pogłębia się dalej, chyba powinnam się bać co będzie za kilka lat… 🙂
Przez jakieś cztery lata moim największym marzeniem było poznać osobiście Marylę. Pamiętam jak jako 11-latka wypisałam w pamietniku swoje marzenia (wiem, że to dziwne i śmieszne, ale miałam 11 lat, to mnie usprawiedliwia :P). Pisałam datę – był rok 2008, i po kolei wszystko, co chcę, żeby się zdarzyło. Mniej więcej co tydzień lista się zmieniała, ale za każdym razem na pierwszym miejscu figurowało ,,poznać Marylę Rodowicz". Marzyłam o tym przez te kilka lat codziennie, dzień w dzień. Marzenie spełniło sie na koncercie w Turku, w wakacje 2012, i spełnia się cały czas, na każdym koncercie, spotkaniu, nawet w komentarzu Maryli do mojego zdjęcia na facebooku.W ogóle uważam, że najpiękniejsze są takie marzenia, które się mogę spełniać cały czas, a nie tylko raz się spełnić i koniec. I tak jak wcześniej każdego dnia myślałam o tym, jak bardzo chcę chociaż raz porozmawiać z Marylą i wyobrażałam sobie jakim cudem mogłoby to się stać – tak teraz codziennie, naprawdę codziennie zachwycam się tym, że Maryla w ogóle wie, że istnieję na świecie i kim jestem… 🙂

 

 

MARYLA I GRZEGORZ KAROLCZAK

 

 

 

MARYLA I PRZEMEK "GENERAŁ" TYRCHA

 

 

 

MARYLA I KAJA MACIEJEWSKA

 

 

MARYLA I "RODZINKA Z OSTROWA"

 

 

 

MARYLA I KASIA JAGODZIŃSKA

 

 

 

MARYLA I MACIEJ VEL "MAĆKO" MIŁEK

 
    

Fragment mojej pracy licencjackiej pt. „Kultura fanów
Aspekty zaangażowanego uczestnictwa w kulturze popularnej
na przykładzie fandomu Maryli Rodowicz”

 

Rozdział I Uczestnictwo w fanklubie „od wewnątrz”

 

Do dziś trudno jednoznacznie odpowiedzieć mi na pytania, skąd wzięła się moja fascynacja osobą Maryli Rodowicz, kiedy zacząłem być jej fanem, dlaczego akurat ona?

Maria Antonina Rodowicz, powszechnie znana jako Maryla Rodowicz, Królowa Polskiej Piosenki, piosenkarka ponadpokoleniowa. Niezależnie od stosunku do niej, nie można zaprzeczyć, że jest to gwiazda wielkiego formatu, a jej wieloletni dorobek to absolutnie najwyższa muzyczna półka w Polsce.

Przede wszystkim podziwiam jej twórczość, muzykę, piosenki, o które aktualnie tak trudno. Mam tu na myśli tzw. „piosenki z tekstem”. W dzisiejszych czasach szalenie popularne stało się wśród gwiazd pisanie zarówno muzyki jak i  tekstów do swoich własnych piosenek. Wydawać by się mogło świadczy to o ich wszechstronności, aczkolwiek efekty często pozostawiają wiele do życzenia. Wynika to pewnie między innymi z prostej, ekonomicznej reguły: tantiemy najłatwiej dzieli się przez jeden.
W jednym z wywiadów, Maryla zapytana o to, dlaczego nie robi podobnie, szczerze odpowiedziała, że mając tak fantastycznych kompozytorów i tekściarzy, nie miała by odwagi. W tym miejscu trudno nie wspomnieć o jej najbliższych współpracownikach, jak: Katarzyna Gertner, Jacek Mikuła, Seweryn Krajewski, Jacek Cygan czy fenomenalna Agnieszka Osiecka.

Muzyka to oczywiście nie wszystko. Poza nią Maryla fascynuje mnie samą swoja osobą- charyzmą. Przez ponad czterdzieści lat utrzymuje się w czołówce polskich piosenkarek, nie odcina kuponów, tworzy nowe płyty, koncertuje, nieustannie zaskakuje nowymi projektami oraz odważnymi kreacjami. Przy tym wszystkim na wielki szacunek zasłużyła sobie u mnie również tym, jaka jest poza sceną i kamerami:
ze swoimi najwierniejszymi fanami pozostaje w ciągłym kontakcie, poświęca im dużo czasu, spotyka się po koncertach, pamięta. Chociaż dziwnie to zabrzmi, -w rodzinnym gronie fanów, nie „gwiazdorzy”.

Co sprawiło, że poza muzyką, której słuchają moi rówieśnicy, zasłuchuję się również w dorobku Maryli Rodowicz? Nie licząc moich znajomych z fanklubu, nie oszukujmy się, nie jest dość popularna w tej grupie wiekowej. Nie pamiętam, kiedy dokładnie zacząłem słuchać Maryli. Będąc małym dzieckiem wiele wieczorów spędziłem przed„Zodiakiem”- starym radioodbiornikiem. Wtulony w poduszkę, zasłuchiwałem się w drugi program polskiego radia: koncerty, wieczorne audycje i słuchowiska, które z pewnością również wpłynęły na moją wrażliwość muzyczną, czy też artystyczną w ogóle. Były tam też piosenki Maryli Rodowicz. Kiedy nie miałem jeszcze dostępu do internetu i niezwykłego narzędzia poznawczego jakim jest portal YouTube, skazany byłem na to, czego słuchało się w moim domu. Mama słuchając swojej ulubionej muzyki, mimochodem zaszczepiła u mnie emocjonalne interpretacje z piosenek Edyty Geppert czy bardzo dobre teksty grupy Pod Budą (teraz to ja puszczam jej różne piosenki Maryli, nie raz „katuję” jedną płytą, odtwarzaną w kółko przez klika miesięcy od jej premiery). Braciom podbierałem kasety Stanisława Soyki, Edyty Górniak, Edyty Bartosiewicz czy składankę zespołu Queen. Wraz z pójściem do gimnazjum zacząłem korzystać z internetu i za pomocą internetowego radia słuchałem bardzo dużo jazzu, poznawałem też wtedy dużo nowej muzyki, zacząłem na własna rękę kształtować swoje gusta muzyczne.

Maryla i jej piosenki podobały mi się od zawsze, odkąd pamiętam pałałem do niej sympatią. Pewien przełom w mojej fascynacji nastąpił przy okazji koncertu, który oglądałem w telewizji (43. Festiwal Polskiej Piosenki, Opole 2006), kiedy to pomijając świetne wykonanie na żywo, zaskoczyła też wszystkich, ubierając kreację składającą się z błękitnej zdobnej marynarki, jeansów i bluzki, na której, jak się później dowiedziałem, pastelami namalowane były bardzo realistycznie nagie piersi artystki. Padło wtedy ze sceny: „Nie bójcie się! Są namalowane!” Moim zdaniem pokazała wtedy jak ogromny dystans ma do tego co robi i jak potrafi się tym bawić. Pamiętam, że już wtedy okrzyknąłem ją genialną artystką.

Na swój mój pierwszy koncert Maryli, 10. czerwca 2006 roku pojechałem przez przypadek, miałem wtedy wybór: Maryla Rodowicz w Bytomiu albo Katarzyna Nosowska w moich rodzinnych Świętochłowicach. Każdą z nich lubiłem i obydwie koncertowały w tym samym czasie, poszedłem więc na przystanek dalej niezdecydowany którą wybrać. Pierwszy przyjechał tramwaj w stronę Bytomia, postanowione więc – Maryla.

Bawiłem się świetnie- do dziś pamiętam show, jakie zrobiła przy piosence "Marusia”. Ubrała wielki płaszcz z wojskowej siatki maskującej, podszytej czerwonym futerkiem, a na głowie miała ogromną futrzaną czapkę ze skrzyżowaną łyżką i widelcem na przedzie. Niestety, wyjątkowo wtedy artystka nie została po koncercie aby podpisywać płyty. Ostatecznie zdążyłem jeszcze na jedną piosenkę Hey.

Pewnego dnia przeczytałem w gazecie, że 8. grudnia Maryla Rodowicz obchodzi urodziny i imieniny. Po powrocie ze szkoły odnalazłem w internecie oficjalną stronę artystki, gdzie w Księdze Gości złożyłem jej życzenia. Spostrzegłem wtedy,że rzeczona Księga Gości żyje własnym życiem i sama gwiazda również się tam wpisuje. Jak się okazało www.marylarodowicz.pl od tamtej pory był najczęściej wstukiwanym w wyszukiwarkę przeze mnie adresem internetowym. Oficjalna strona www czołowej polskiej piosenkarki, ale również miejsce wirtualnych spotkań jej fanów z nią samą. Księga Gości pełniła funkcję swego rodzaju „Świetlicy”. Ludzie z całej Polski i nie tylko, bo również z Niemiec czy głębokiej Rosji, w różnym wieku: bo i nastolatki i osoby starsze od samej Maryli, na co dzień zajmujący się różnymi profesjami: od kucharzy po księży , uczący się, studiujący i w ogóle bardzo różni. Osobą spajającą ten barwny tłum- „rodzinkę”- była oczywiście Maryla. Jej wpisy czerwoną czcionką były najchętniej czytane. Dyskusje toczyły się tam nie tylko na tematy związane z osobą artystki, komentowano i rozmawiano praktycznie o wszystkim: od aktualnych wydarzeń politycznych, po przepisy na pączki. Każdy też mógł pochwalić się swoją własną twórczością: jedni pisali wiersze, inni zajmowali się fotografią. Miejsce to miało prawdziwie przyjacielską atmosferę, niektóre dyskusje przenosiły się na grunt prywatny, gadu-gadu, telefon czy spotkania w realnym świecie.

Na drugi koncert, już oficjalnie jako fan Maryli, pojechałem na Stadion GKS’u do Katowic, zostałem wtedy bardzo przyjaźnie przyjęty przez ludzi, z którymi pisałem już za pośrednictwem Świetlicy. Szefowa fanklubu – Ewa Lewandowska,w odpowiedzi na moje „Pani Ewo…” pół żartem pół serio, pokazała wyjście.
W fanklubie wszyscy jesteśmy na równym poziomie, mówimy do siebie po imieniu, ewentualnie używając przezwiska bądź nicku, a te z kolei są naprawdę najróżniejsze: Jamnik, Qdłaty, maĆko, Yarek, Kot, Zebra, ewa x2, Tigara, Krecik, Kogut, Górnik- to tylko nieliczne z nich. Niektóre przezwiska/nicki ludzie wymyślają sobie sami, inne jak np. „Białe Rękawy/Rękaw” sugeruje sama Maryla. Pierwszy koncert Maryli z fanklubem, -„po drugiej stronie barierek”,  pamiętam bardzo dokładnie. Po krótkim zapoznaniu się z akurat obecnymi na koncercie członkami fanklubu, w oczekiwaniu na koncert, stałem przed przyczepą kempingową, w której mieściła się garderoba artystki. Przez cienką ściankę wozu dało się słyszeć: „I tylko taką mnie ścieżką poprowadź”. Tego wieczoru miał miejsce wyjątkowy duet: Maryla zaśpiewała „Wielką wodę”z siostrą Anną Bałchan, zaproszoną przez księdza Jacka Miszczaka, który również jest członkiem fanklubu. Po koncercie Maryla długo rozdawała autografy, przede wszystkim na płytach, które wcześniej sprzedawała szefowa fanklubu. Od czasu, kiedy uczestniczę w koncertach Maryli, ludzie do podpisu podawali jej naprawdę najróżniejsze rzeczy. Cenię Marylę między innymi właśnie za to, że po blisko dwugodzinnym koncercie praktycznie zawsze wychodzi, żeby jeszcze spotkać się
z publicznością, podpisać swoje płyty czy zamienić słowo z widownią. W późniejszym czasie, niejednokrotnie miałem okazję pomagać Ewie i Maryli przy sprzedaży płyt i usprawnianiu rozdawania autografów. Zawsze była to dla mnie dodatkowa frajda przygoda i możliwość dłuższego przebywania u boku gwiazdy.

Wracając jednak do mojego pierwszego koncertu jako oficjalny fan. Tego wieczoru miałem ze sobą skromny bukiet dla Maryli. Już po rozdawaniu autografów, kiedy otoczona byłą wianuszkiem „Świetlicowej rodzinki” stałem na rozdygotanych nogach zgniatając  niemal kwiaty ze stresu. Wiedziałem, że aby je wręczyć muszę się odezwać, ale zupełnie nie wiedziałem kiedy i przede wszystkim- jak? Niemal czytając mi w myślach, zareagował wspomniany już ksiądz Jacek, krótko szepnął mi na ucho: „To jest ten moment” i popchnął w stronę samej Maryli.

Od tamtej pory cała moja historia z Marylą potoczyła się już z górki. Na kolejny koncert do Krakowa pojechałem z śp. Oandrusem już dwa dni później.
Do dnia dzisiejszego naliczyłem ponad trzydzieści koncertów Maryli, na których miałem przyjemność być na terenie całej Polski. Czasem jeździłem na nie samochodem ze znajomymi fanami, innym razem pociągami. Ostatnio jednak jako swój środek lokomocji wybieram (również pośrednio za sprawą Maryli) autostop, który z czasem stał się moją kolejną pasją.

Czymś, co świadczy o wyjątkowości Maryli Rodowicz i tego co robi dla swoich fanów, są na pewno tzw. „spotkania opłatkowe”. Raz do roku ludzie skupieni wokół gwiazdy, spotykający się na co dzień tylko wirtualnie w „Świetlicy”, na zaproszenie Maryli przyjeżdżają w jedno miejsce na spotkanie w realnym świecie. Mój pierwszy udział w takim spotkaniu miał miejsce w 2006 roku w hotelu Sobieski w Warszawie. Jako młody stażem fan byłem tym przedsięwzięciem oczarowany i jednocześnie mocno stremowany. Z jednej strony znałem już osobiście sporą grupę fanów Maryli, z drugiej- tak się złożyło, że przy stole wypadło mi siedzieć praktycznie naprzeciwko swojej idolki. „Opłatki” odbywały się w okresie bliskim Świąt Bożego Narodzenia (póki co, ostatnie spotkanie, dla odmiany -„Zajączek”, miało miejsce w Warszawie w marcu 2010 roku).  Była to okazja do spotkania z samą gwiazdą w niemal rodzinnym gronie,a także szansa realnego poznania pozostałych członków fanklubu niejednokrotnie z najodleglejszych zakątków Polski i nie tylko. Niezwykle swojska i przyjazna atmosfera sprzyjała wspólnemu ucztowaniu ale też wielu rozmowom na każdy temat i śpiewom, nie tylko piosenek z repertuaru Maryli Rodowicz. Jednym z najmocniejszych przeżyć w tym czasie (jak to określam: „artystyczno-religijnych”), była właśnie możliwość śpiewania kolęd wspólnie z Marylą Rodowicz.

Swego rodzaju tradycją podczas spotkań opłatkowych były śpiewy z Marylą, poza tym również dzielenie się opłatkiem, życzenia i wreszcie prezenty. Z jednej strony od fanów dla artystki: co roku ogromny bukiet kwiatów i inny artystycznie wykonany anioł, z drugiej zaś dużo bardziej niezwykły upominek,  którym obdarowywała swoich fanów sama gwiazda.

Maryla Rodowicz to jedyna artystka jaką znam, która specjalnie dla swoich fanów nagrywa co roku nową płytę. Nie chodzi tu o regularnie wydawany album, lecz o wyjątkowy krążek w edycji limitowanej, którego nie można dostać nawet w najlepszym sklepie muzycznym. „Wola” bo o niej mowa, to płyta którą Maryla nagrała ze swoimi muzykami w domowym studio. Znajdują się tam nowe aranżacje jej starych piosenek, nie raz wybranych na specjalne życzenie fanów.

W historii fanklubu Maryla nagrała aż siedem takich płyt (w kolejności: „Sowia Wola”, „Wola 2 – Hopsasa”, „Maryla Voila! Hopsasa”, „Wola 4u” , „Wola na 5”, „Pro-fanacja. Swa-wola 6” oraz „Seventh Vol.: Samo-wola”). Ja swoją kolekcję płyt z edycji klubowej zacząłem niestety dopiero od piątej (wcześniej czwartą z autografem Maryli przysłała mi szefowa fanklubu). Wszystkie płyty w wersji elektronicznej dostępne sąna oficjalnej stronie artystki i gwiazda bardzo chętnie podpisuje  nawet wersje pirackie

Ciekawa anegdota związana również ze mną wiąże się z szóstą w kolejności „Wolą”. Przed kolejnym opłatkiem Maryla zastanawiała się w księdze gości/świetlicy, co nagrać na kolejną płytę dla fanów i jak ją nazwać. Było to krótko po uroczystym koncercie z okazji rocznicy 90-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Koncert poprzedzający bal prezydencki i promujący płytę „Nasza niepodległa” był szeroko komentowanym wydarzeniem, nie tylko ze względu na poziom artystyczny ale również jako polityczne wydarzenie. Jedna z opinii wyjątkowo poruszyła fanów Maryli: Jadwiga Staniszkisz wyraziła się wtedy w wywiadzie dla TVN24 iż "Nie chciałabym tak spędzać tego dnia. Rodowicz w Teatrze Wielkim to jednak profanacja."[1] Maryla otwierała owy koncert, wykonała wtedy fenomenalnie pieśń „ku pokrzepieniu serc ” do aranżacji Krzysztofa Herdzina pt. „Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos”. Całość występu okraszona była nutką ironii czym niewątpliwie artystka utarła nosa pani socjolog. Ja zaś jako swoją propozycję na tytuł płyty zaproponowałem wtedy swojego rodzaju grę słowną: „Pro-fanacja czyt. Dla- fanów”. Żadna informacja na ten temat nie znajduje się na okładce płyty, ale mimo to mam ogromną satysfakcję, że Maryli spodobał się mój pomysł i za moją namową tak właśnie ją nazwała.

Pierwszą płytą Maryli, którą kupiłem było (aż wstyd się przyznać) „12 najpiękniejszych kolęd” dołączona swojego czasu do jednej z popularnych gazet. Z racji na ograniczony budżet kolejne nabywałem stopniowo, czy to przez Allegro czy w Empiku. Część mojej płytoteki Maryli, to prezenty od rodziny i znajomych.

Nie raz już wspomniałem o wyjątkowości swojej idolki, jako fan Maryli cieszy mnie fakt, że aby usłyszeć „coś nowego” nie muszę za każdym razem czekać na premierę, jak w przypadku młodych gwiazdek muzyki. Kiedy mam na to czas sięgam do archiwów i za każdym razem odkrywam coś nowego, czy na YouTube, czy na marylarodowicz.pl.

Na brak nowości też nie można przy Maryli narzekać. Co chwilę angażuje się w jakiś nowy projekt, częściej niż co dwa lata wydaje kolejną płytę. Każda premiera to ogromne święto dla fanów. Do tej pory jako członek fan-klubowej rodziny miałem okazję być świadkiem premier trzech płyt. Pierwsza „Jest Cudnie” została wydana w 2008 roku. Podkreślić muszę, że kilka piosenek, które się na niej znalazły,(w wersji demo), Maryla zaprezentowała nam na „Opłatku” już rok wcześniej.
Z tamtego okresu pamiętam telewizyjny koncert „Zakochaj się w Toruniu”, na którym miałem okazję być osobiście. To wtedy zresztą, po spotkaniu z fanami w pizzerii,
z braku nocnej komunikacji, spontanicznie rozpoczęła się moja przygoda ze stopem, która trwa po dziś dzień.

Każdy prawdziwy wielbiciel Maryli wie, że jeśli artystka robi próbę
z muzykami, to odbywa się ona zazwyczaj trzy godziny przed koncertem. Przeważnie nie ma wtedy jeszcze ochrony i można uczestniczyć w  tym wydarzeniu „od kuchni”. Czasem trzeba wtargnąć do sali, w której akurat trwa próba, czy np.  nie wyprowadzaćz błędu portiera, który pomyli cię z chórkiem artystki, jak to miało miejsce w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu.

Koncerty telewizyjne rządzą się zupełnie innymi prawami. W oczekiwaniu na próbę „Zakochaj się w Toruniu” stałem na toruńskim rynku i wypatrywałem
za barierkami znajomych twarzy z zespołu i samej „blondwłosej grzywki”. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, Maryla pierwsza mnie dostrzegła i zaczęła machać ręką
w moim kierunku. Na początku zdezorientowany, rozejrzałem się po bokach czy aby na pewno to do mnie macha. Wreszcie- tak! Trochę zawstydzony odwzajemniłem pozdrowienie. Trudno opisać co wtedy poczułem.

Przy okazji promocji krążka „Jest Cudnie”, razem z fanklubem Maryli wybraliśmy się na 45. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. Po dotarciu
na miejsce, wszyscy zgodnie uzbrojeni w żółte koszulki z nadrukowaną okładką płyty, w wieży nieopodal opolskiego amfiteatru, komponowaliśmy własnoręcznie transparenty: „MARYLA – JEST CUDNIE!”, „MARYLU, MARYLU –KOLOROWY MOTYLU”, „PLATYNOWA MARYLA”.

Pierwszego dnia festiwalu koncert po raz kolejny otwierała nasza gwiazda. Cudownie barwny recital „Maryla Show!” obfitował w największe hity artystki,
ale również piosenki z nowej płyty. Maryla kilkukrotnie zmieniała swoje kreacje na scenie, a całość uświetnił Opolski Gospel Choir -wszystko, włącznie z naszym szaleństwem na widowni, uwiecznione zostało na reedycji płyty jako koncert dvd.

Tego wieczoru, z rąk prezesa Sony Music Polska, Maryla otrzymała platynową płytę za album „Jest Cudnie”, co oznaczało, że w niecały miesiąc po premierze krążek został zakupiony przez słuchaczy w ponad 30 tysiącach egzemplarzy. Maryla, która po raz kolejny święciła swój triumf, zaprosiła cały obecny fanklub na after party, które odbyło się  niedaleko amfiteatru w kultowej dla środowiska artystycznego restauracji hotelu Starka. Do późnych, a raczej wczesnych godzin rannych, świętowaliśmy razem z Marylą, jej zespołem i znajomymi. Na ekranie małego telewizorka leciał dalszy ciąg koncertu, a u nas trwało już w najlepsze „jam session”. Podczas niego każdy przy akompaniamencie klawiszowca Maryla Band, mógł zaśpiewać jakąkolwiek piosenkę gwiazdy: sam, w grupie czy nawet z towarzystwem ulubionej Artystki.

Kolejne fańskie spotkanie, miało miejsce wyjątkowo nietypowe, bo
na probostwie w parafii Miłosierdzia Bożego w Dębicy u księdza Jacka Miszczaka. Spotkanie było jedynie dodatkiem do koncertu, który, jak dowiedzieliśmy się dużo później, Maryla zagrała zupełnie charytatywnie, na rzecz Dębickiego Hospicjum Domowego im. Jana Pawła II. Po raz kolejny Maryla pokazała, że potrafi bezinteresownie pomagać ludziom, nie potrzebując przy tym specjalnej konferencji prasowej, mającej na celu nagłaśniać takie działania (o tym fakcie, przy zupełnie innej okazji wygadał się sam sprawca całego zamieszania – ksiądz Jacek).

W międzyczasie zaliczyłem wiele koncertów Maryli, w większości były to plenery z okazji świąt miast w których grała, ale zdarzały się piękne sale koncertowe
i hale, jak również koncerty zamknięte dla prywatnych firm, na które gdyby nie fanklub, normalnie nie miałbym wejścia.

O sile popularności jaką nieustannie publiczność obdarowuje Marylę, może świadczyć chociażby fakt, że w marcu 2009 roku zagrała dzień po dniu, dwa biletowane koncerty, na które w obydwa dni przyszła publika, która pozwoliła zapełnić całą Aulę Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

7 marca, w dzień pierwszego koncertu, podarowałem Maryli własnoręcznie namalowany akrylami obraz – reprodukcję okładki płyty, którą akurat wtedy promowała. Oryginał („Jest Cudnie”) zainspirowany obrazem Henri Rousseau Celnika „The Dream”, przedstawiał nagą Marylę siedzącą na tygrysie, zasłoniętą jedynie gitarą
i kosmykami blond włosów. Moja marna kopia tak bardzo ucieszyła gwiazdę, która, ku mojemu zdziwieniu poprosiła o autograf. Do dziś pamiętam co wtedy napisałem
po drugiej stronie płótna: „Tego jeszcze nie grali: Maryli Rodowicz- maĆko”

Po koncercie Idolka zaprosiła nas na małe spotkanie w restauracji hotelu przy przepięknie oświetlonym toruńskim bulwarze. Tamto spotkanie wspominam z dużo większym sentymentem, był to dzień szczególny, wspominaliśmy kogoś bliskiego Maryli. Tego dnia minęło 12 lat odkąd odeszła od nas autorka tekstów do lwiej części piosenek Maryli, niezwykła polska poetka Agnieszka Osiecka. Agnieszka Osiecka była nieodłączna części Maryli, większość fanów jednej, automatycznie stawała się fanem drugiej. Tak też było ze mną. Sam zresztą piszę wiersze, kilka z nich inspirowanych jest twórczością Osieckiej, a po jednym zadedykowałem i Maryli i niedoścignionej, jak samo o sobie mówiła – „Poetessie”.

Kiedy byłem w ostatniej klasie technikum, musiałem zmierzyć się z wyborem tematu na ustną prezentację maturalną z języka polskiego. Większość klasy wybierała przypadkowe tematy z gotowej listy, ja nie znalazłem żadnego odpowiedniego dla siebie, wybór był więc oczywisty – temat autorski: „Świat i człowiek w poetyckich tekstach Agnieszki Osieckiej. Analiza wybranych tekstów.” Praca z tekstami znanych piosenek z repertuaru Maryli Rodowicz, ale również Magdy Umer, Skaldów czy Seweryna Krajewskiego okazała się bardzo przyjemna i owocna, a maturę ustną z Języka Polskiego zdałem z wynikiem 100%. Swój udział w tym sukcesie miała również Maryla Rodowicz, dzięki niej i temu, że jak pisała specjalnie dla mnie nauczyła się obsługiwać skaner, mogłem przed komisją zaprezentować nigdzie niepublikowany tekst Agnieszki Osieckiej, „Styczeń, czyli dziewczyna z budki telefonicznej”, który Maryla znalazła u siebie w piwnicy.

Kilka lat później artystka nagrała rewelacyjną płytę „Buty 2”
z niepublikowanymi wcześniej i mniej znanymi piosenkami do tekstów Osieckiej. Kameralny koncert promocyjny odbył się w warszawskim klubie „Dekada”i emitowany był później w telewizji Polsat.

Ostatnim póki co oficjalnym spotkaniem „opłatkowym” był wspomniany wcześniej „Zajączek”- spotkanie Wielkanocne w marcu 2010 roku w Warszawie. Tradycyjnie już fani mieli okazję spotkać się z gwiazdą w gronie bliskich znajomych, wspólnie biesiadować i śpiewać ulubione numery piosenkarki. Niewątpliwie elementem który wyróżniał owe spotkanie byłą tzw. "koronacja". Zgodnie z pomysłem Ewy Lewandowskiej, który narodził się już kilka lat temu, fani w pełnej charakteryzacji, przygotowali przedstawienie. Było to niespodzianką dla samej Idolki, która z pewnością mocno zaskoczona sama musiała brać w nim udział. Gwiazdę poproszono na środek
i kolejno wręczano królewskie atrybuty włącznie z berłem w kształcie pozłacanego mikrofonu.

„Królowa jest tylko jedna!”. Pomimo głośnego duetu jaki Rodowicz zagrała rok wcześniej w sylwestrową noc razem z Dodą, wzajemnej sympatii jaką obydwie artystki deklarowały do siebie w mediach i wreszcie pomimo plotek o tym jakoby Doda miała być następczynią Maryli, żaden z „fanów Mani” nie ma wątpliwości kogo to hasło dotyczy. Podczas pamiętnej „koronacji” odznaczony został również wieloletni manager Maryli do spraw koncertowych – Bogdan Zep. Zazwyczaj surowy i rygorystycznie dbający o to by spotkania gwiazdy z fanami po koncertach nie przeciągały się za nadto, często pokazuje tzw. „ludzką” twarz, załatwia wejściówki na różnego rodzaju koncerty i pomaga szefowej fanklubu wprowadzać fanów na tzw. „backstage”

W 2010 roku wyszła też w liczbie 120 egzemplarzy ostatnia jak dotąd fanklubowa płyta Maryli Rodowicz: „Seventh Vol.: Samo-wola”. Po wyjątkowo krótkim spotkaniu w restauracji „Torwar”, razem z grupą fanów ruszyliśmy na after party. Zaaferowany nowym krążkiem poprosiłem barmana w klubie „Przejście” o przysługę i załączenie nam owej płyty, która na prośbę pozostałych gości leciała trzy razy na okrągło. Ludzie świetnie się przy niej bawili i nie dowierzali, że to dzieło właśnie Maryli Rodowicz. Kultowe piosenki z winylowych jeszcze płyt gwiazdy w nowych swingowych aranżacjach, porwały do tańca cały klub. Siódma z kolei „Wola” była swego rodzaju zapowiedzią kolejnej po „Jest Cudnie” oficjalnej płyty piosenkarki. „50” bo taką nosi nazwę, to zbiór coverów piosenek z lat 50’tych
w swingowych aranżacjach.

Trasę koncertową promującą „50” uświetniła sekcja dęta, a Maryla wyjątkowo często wtedy zapraszała ludzi z publiczności na scenę. Piosenki takie jak „Serduszko puka w rytmie cha-cha”, „Do grającej szafy” czy „Czerwony autobus” aż prosiły się o dodatkowe głosy i układ choreograficzny. Swój trzydziesty koncert Maryli, na którym byłem, zapamiętam jako szczególnie wyjątkowy. Nigdy wcześniej nie pchałem się na scenę aby powygłupiać się i zaśpiewać z Marylą „Gaj” i „Dziś prawdziwych cyganów”. Był to bardzo częsty trick artystki, której koncerty nawet pomimo tego, nigdy nie wydawały mi się wtórne. Tego wieczoru jednak ze sporą grupą fanów zostaliśmy zaproszeni do pomocy przy „Czerwonym Autobusie”. Pełna sala kongresowa, szał na widowni i Maryla w otoczeniu gromadki rozśpiewanych fanów. To co się wydarzyło,
z jednej strony sprawiło mi ogromną przyjemność a drugiej strasznie zestresowało. Ludzie na scenie bujają się w rytm swingującej melodii, ja krok obok gwiazdy, nagle widzę ucho Maryli Rodowicz wycelowane w moją stronę! Ani się nie obejrzałem wycelowany był już mikrofon! Nie było odwrotu: -„ Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie, mija nowe, jasne domy i ogrodów chłodny cień. Czasem dziewczę spojrzenie rzuci ku nam, jak płomienny kwiat…”

O tym co tak naprawdę mnie spotkało, zdałem sobie sprawę dopiero w domu, kiedy na oficjalnym forum Maryli przeczytałem jej „czerwone literki”: że „słodko
i z takim śląskim akcentem.”

Maryla bardzo często potrafiła krótkim komentarzem, zwyczajnym gestem czy nawet tylko spojrzeniem, niesamowicie dowartościować człowieka, niektóre z tych momentów pozostaną tylko dla mnie i pewnie tylko dla mnie będą czytelne.

Z bardziej zabawnych dla mnie zdarzeń, kiedy to po grupowym odśpiewaniu gwieździe „sto lat” któregoś razu po koncercie, dosłownie łypnęła na mnie wzrokiem
i skomentowała żartobliwie: „Wyjątkowo czysto!”. Przy innej okazji zapytała się mnie „Jak tam prawo jazdy?”W lekkim szoku, dopiero po dłuższym czasie przypomniałem sobie, że napomknąłem niedawno w Świetlicy, że zamierzam wybrać się na kurs.

W 2011 roku po wyjątkowo zamkniętym koncercie „garniturowym”, Maryla spotkała się ze swoimi fanami w hotelu Radisson we Wrocławiu. Fani wcześniej mieli własne fanklubowe spotkanie w pubie Zielony Kogut, a po spotkaniu z idolką dalej bawili się do białego rana. Znajomości z fanklubu w moim przypadku przeniosły się również na grunt prywatny. Z przyjaciółmi z całej polski utrzymujemy ciągły kontakt, mogę na nich liczyć chociażby jeśli chodzi o nocleg, nie tylko przy okazji koncertów Maryli.

Przy okazji 48. Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu fani po raz kolejny pokazali jaką są siłą i jak mocno wspierają swoją artystkę. Dzięki wielkiej akcji sms’owej, miażdżącą przewagą głosów Maryla pokonała wtedy popularną artystkę młodego pokolenia, Ewę Farnę. Otrzymała wtedy superjedynkę w kategorii „Super płyta” („50”) oraz niespodziewanie honorową „Superjedynkę Superjedynek” za największą liczbę głosów w plebiscycie. Świętowania w pobliskim domu pielgrzyma nie było końca!

Przed festiwalem „Marylomaniacy” obecni byli na uroczystości odsłonięcia przez śp. Irenę Jarocką swojej gwiazdy w Opolskiej „Alei Gwiazd”. Artystka odnosiła się do zaprzyjaźnionego fanklubu bardzo serdecznie, mimo że obydwa fankluby często rywalizowały ze sobą chociażby w internetowych plebiscytach. Zaznaczyć muszę, że
w tej samej alei Maryla odsłoniła swoją gwiazdę jako czwarta (po Czesławie Niemenie, Ewie Demarczyk oraz Krzysztofie Krawczyku) już w 2005 roku.

Na jeden ze swoich ostatnich póki co koncertów Maryli pojechałem stopem do Kielc. Żywiołowy koncert w jednym z najbardziej urokliwych amfiteatrów: Kadzielnia, razem z długim podpisywaniem płyt i pogaduchami w garderobie skończył się dość późno. Pożegnałem się z Marylą jak zawsze to robię, nie znałem jednak terminu kolejnego jej występu, w którym będę mógł uczestniczyć. Sławek z Krynicy, który na koncerty często jeździ z całą rodziną, miał podrzucić mnie na jakąś „wylotówkę w stronę Katowic”. Szybko jednak oceniliśmy, że o tej porze już nic nie złapięi zaproponował nocleg u siebie w Krynicy. Następnego dnia pojechaliśmy na kolejny koncert Maryli, do pobliskiego Nowego Sącza. Sytuacja, którą chcę opisać sprawiła po raz kolejny, że jako fan Maryli poczułem się bardzo wyjątkowo.

Po przyjeździe na Nowosądecki rynek, kręciliśmy się ze Sławkiem blisko barierek, nagle zauważył nas Bogdan Zep i powiedział, że Maryla właśnie ma konferencję prasowa i mamy iść za nim- zrobimy jakieś fajne zdjęcia na stronkę.
Na miejscu stanąłem całkiem z boku, żeby móc obserwować swoją gwiazdę, która akurat kończyła odpowiadać dziennikarzom na pytanie dotyczące swoich fanów. Dostrzegłszy mnie, Maryla po raz kolejny wypowiedziała zdanie, które wbiło mniew ścianę i którego nie zapomnę do końca życia. „O maĆko! Właśnie o Tobie mówiłam, co Ty tutaj robisz? Przecież miało Cię nie być.”

Po promocji „50” przyszedł czas na „Buty 2”, niestety poza telewizyjnym koncertem promującym płytę, nie mogłem być na żadnym z tej trasy, natomiast spontanicznie pojechałem na dziesiąty jubileuszowy festiwal „Sopot Top Trendy”. Maryla w koncercie „40 lecie Małgośki” razem z zaproszonymi muzycznymi gośćmi
i chórem złożonym z jej byłych chórzystów, po raz kolejny pokazała, że potrafi porwać publiczność i sama prezentuje nieustannie najwyższy poziom jeśli chodzi o występy estradowe na polskim rynku muzycznym. Jako dowód na to może poświadczyć platynowa płyta za album „Buty 2” i miejsce w TOP10 najlepiej sprzedających się płyt. Temu wydarzeniu również towarzyszyło krótkie spotkanie z gwiazdą, tym razemw hotelu Marina w Sopocie, obecna była również delegacja „Białej Armii” – oficjalnego fanklubu Beaty Kozidrak z zespołu BAJM. Po oficjalnej części z grupką fanów przenieśliśmy się na sopockie molo, gdzie to świtu dalej się bawiliśmy, a ja z „naładowanymi akumulatorami” zaraz potem wracałem pociągiem na drugi koniec Polski.

Moja przygoda z Marylą i jej fanklubem jeszcze się nie kończy, jutro jadę na kolejny plener do Kęt, a swoje wspomnienia z dotychczasowych pięciu lat pragnę zakończyć cytatem z książki szefowej fanklubu, Ewy Lewandowskiej:

„W latach 70 tych istniało wiele fan-klubów gwiazd polskiej estrady, min.
I. Jarockiej, U. Sipińskiej, H. Frąckowiak, K. Krawczyka. Dziś mogą zaśpiewać w jednym chórze:

„-Ale to już było i nie wróci więcej…”

A Fan Klub Maryli Rodowicz wciąż śpiewa:

„-Choć w papierach lat przybyło to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami"