ARCHIWUMMARYLOWE.PL ARCHIWUM RADIOWO-TELEWIZYJNE MARYLI RODOWICZ

KONCERT W ŻYWCU – RELACJA ARTURA ZIELIŃSKIEGO

KONCERT W ŻYWCU – RELACJA ARTURA ZIELIŃSKIEGO

Piątek, 16. sierpnia 2013 r. Bardzo długo czekałem na ten dzień. Staranne przygotowania, zbierane informacje – po raz pierwszy miałem być na koncercie Maryli Rodowicz jako członek fan-clubu wielkiej Gwiazdy, którą uwielbiałem od małego dziecka. Na Światowy Festiwal Smakowania Kwaśnicy w Żywcu (dziesiąty, a więc jubileuszowy) dotarliśmy około godz. 18:00. Cena biletu 12 zł. nikogo nie odstraszała, bo organizatorzy zaplanowali ogrom atrakcji. Spotkanie z kilkunastoma członkami FC przebiegło w znakomitej atmosferze, interesujące rozmowy sprawiły, że szybko nadszedł czas występu naszej Królowej. Wszyscy zaopatrzeni w specjalnie przygotowane bransoletki „I love Maryla” udaliśmy się pod scenę.

 

Sam występ trwał prawie półtorej godziny i na wszystkich zebranych zrobił ogromne wrażenie. Szkoda jednak, że tak mało osób pofatygowało się na takie wydarzenie – organizatorzy podali, że było zaledwie 900 osób… Oprócz tych najbardziej znanych przebojów, jak „Kolorowe jarmarki”, „Niech żyje bal”, czy „Małgośka” pojawiło się również kilka nowszych, jak chociażby „Ech, mała”. Tradycyjnie całość zakończyło wspaniałe wykonanie „W górę szlaban!” – wtedy tańczyli już naprawdę wszyscy uczestnicy. Ogromna energia, która tryskała ze sceny udzieliła się nawet najstarszym gościom. Później jednak było już gorzej, dzięki bardzo słabej organizacji – ekipa z ochrony zupełnie sobie nie radziła. Fani zostali praktycznie odizolowani od p. Maryli i przesuwani z miejsca na miejsce, a ludzie pchali się na siebie, żeby otrzymać autograf. Dobrze, że nasza Królowa sama zauważyła co się dzieje i na zakończenie spotkała się z nami, chwilę porozmawiała, zrobiła wspólne zdjęcia.

 

Tych kilkanaście niezapomnianych minut wynagrodziło fanom wcześniejsze niedogodności. Na wszystkich ogromne wrażenie zrobił prezent, który własnoręcznie przygotował najmłodszy z obecnych – Michał. Ciekawe czy nadal służy naszej cudownej Gwieździe. Podsumowując – koncert w Żywcu był bardzo udany i ten bardzo daleki wyjazd (Żywiec od Turku dzieli około 450 kilometrów) pozostawił wspaniałe wspomnienia. Ale co ważniejsze był dla mnie początkiem wspaniałej przygody na kolejnych „spotkaniach pod sceną”. Choć Panią Marylę uwielbiałem od dziecka i wraz z bratem śpiewałem od najmłodszych lat jej piosenki – nigdy wcześniej nie miałem okazji być tak blisko niej mogąc odkrywać ją jakby na nowo. :)